niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 15

 On jest tu częściej niż jej ojciec czy brat. Dlaczego? Kim ona takim jest, że mu tak zależy...


Rozdział 15



37 dzień wakacji, do końca wakacji pozostało 25 dni.

León 
Za chwilę miałem iść z dziewczynami, Diegiem i Maxim do szpitala do Violi.
Wziąłem telefon i wyszedłem z pokoju kiedy zatrzymał mnie tata- León spakuj ciuchy na 3 dni. 
-Co?-spytałem zdezorientowany sytuacją. 
-Jedziemy do Bostonu na 3 dni. 
-Ale Viola...
-Synku rozumiem że to twoja przyjaciółka, i że się martwisz, ale jak ci coś powiem to się uspokoisz? Obiecałem jej ojcu że ewentualnie dorzucimy się do leczenia, bo Violetta dla mnie jest jak siostrzenica.A teraz proszę zachowaj się jak syn i pojedź ze mną do Bostonu. 
-Dobrze pojadę, ale po co? 

-A więc tak, jedziemy tam przegrać w tenisa.
-Ja?-zaśmiałem się-Nie.Nie przegram w tenisa-to mój ulubiony sport, nie licząc jazdy na motorze rzecz jasna. 
-Musimy przegrać. Bo jeśli przegramy i się będziemy dobrze bawić, znaczy nasz przeciwnik, to już w następnym miesiącu podpiszemy kontrakt z ich firmą. A ty się będziesz mógł popisać na torze, ponieważ Sevil-czyli przyszły wspólnik widział cię w telewizji jak wygrałeś w Chicago. 
   Zacząłem się zastanawiać, ale po chwili się zgodziłem. 

3 godziny później 

- León spóźnimy się na samolot!-krzyknął tata ciągnąc za sobą walizkę. 
-Tato, jak możemy się spóźnić skoro samolot jest twój?Prywatny? I nie poleci bez ciebie? 
- Nie gadaj tylko właź! 
Lecieliśmy....- nie wiem ile bo zasnąłem, ale kiedy wylądowaliśmy było późne popołudnie. 

Usiadłem na tarasie w 6-gwiazdkowym hotelu i w ręce trzymałem zdjęcie Violi które odczepiłem od 'nic nie wartej' tablicy wspomnień Maxi'ego.
-Będzie dobrze-powiedziałem-Wiem że się obudzisz. 
Mówiłem tak choć zaczęło brakować mi nadziei- gdyby nie ten nieszczęsny inhalator, ta... Ludmiła- co z tego że jej wierzę? To nie zwróci mi teraz Violetty. 
-Kto to jest?- za mną stanęła ciemnowłosa dziewczyna w krótkich spodenkach i luźnej bluzce z pod której prześwitywało bikini w zielono-białe paski. 
-To...- zacząłem-Przyjaciółka. 
- Jest śliczna.Nie żyję?-spytała siadając obok i biorąc do ręki jej zdjęcie 
-Jest w śpiączce. 
-Przepraszam nie przedstawiłam się , jestem Valeria Sevil. 
-Sevil? Tak się nazywa...
-Jestem jego córką. 
-Na prawdę? Przepraszam nie zgadłbym, nie jesteś do niego podobna....
-Moja mama jest z Izraela i to w nią się wdałam.
-Nazywam się León Verdas. 
Uśmiechnęliśmy się do siebie po czym Valeria znowu spytała-Jak ona ma na imię?
-Violetta
-Fiolet?Dziwne imię. 
-Nie. Fioletowy to violeta-przez jedno 't'. 
Naturalnie rozmawialiśmy po angielsku ponieważ Valeria nie do końca umiała język hiszpański. 
-Ty ją kochasz- powiedziała uśmiechnięta po hiszpańsku- Jesteś zakochany.
-Nie powiedział bym- powiedziałem i spojrzałem w zdjęcie- A nawet jeśli to nie warto na razie, bo nie wiadomo czy się obudzi... 
-Nie mów tak-powiedziała- Mam chłopaka który w śpiączce był przez pół roku, ale kiedy nie było już nadziei obudził się. Teraz dalej jesteśmy razem. Nie mów że nie warto-przecież jeszcze żyję. 
Otworzyłem usta ale wtedy mój laptop który stał na małym stoliku zabrzęczał. Przez połączenie internetowe dzwoniła Francesca. Odebrałem i jej twarz ukazała mi się Fran , była w szpitalu. 
-Co tam Fran?
-León, Violetta cię woła przez sen , zaczęła samodzielnie oddychać i się uśmiecha. 



4 komentarze:

  1. Jejej :D Jakie emocje <3
    Uwielbiam was <33
    Czekam na next <33

    OdpowiedzUsuń
  2. boskie nie mogę się doczekać kiedy następny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. piękny kiedy następny

    OdpowiedzUsuń
  4. Masakra jakie ja mam zaległości............Jestem zła na siebie :/ Już nadrabiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Właścicielki bloga mają nadzieję że ten post Ci się podobał - opinię podaj w komentarzu - nie ważne czy negatywną czy pozytywną , bo każda jest ważna!!