Rozdział 3
León
Ja: Przynajmniej się nie okłamuje ...
Vilu: Co sugerujesz?
Ja: Że tak dobrze kłamiesz że sama sobie wierzysz że jest ok..
Vilu: Bo jest okey!!
Ja: Chodzi ci oto co było w ogrodzie...
Vilu: Nie wiesz o co chodzi , a ja nie będę ci się zwieszać ...
Po tej kartce zamknęła okno i zasłoniła zasłonę.
Miałem dość... czy czasem nie miało być lepiej? Zszedłem na dół , po coś do picia..
Byłem zaraz za ściana za którą była kuchnia - usłyszałem tam głos mamy- Czy nie lepiej jej powiedzieć? Ona ci nie wybaczy, po tym co jej nakłamałeś...
- Alison, to jest moja córka!! Ja będę decydował o tym kiedy się dowie , i czy się dowie... - powiedział męski głos.
- Tylko ja skrzywdzisz bardziej niż jest ... - powiedziała mama z pogardą , a mężczyzna na to: León , był tyle lat w Chicago... ty go nie skrzywdziłaś?
- To już nie była moja decyzja...!!
Nie wierzyłem w to co słyszałem ... tak wiem o tej sprawie którą wypomniał ten mężczyzna rozmawiający z mamą, ale to o tej córce... ten dom to serial kryminalny... wszędzie wszyscy kłamią.... autorzy takich filmów mieli by tu kopalnie złota ... zerknąłem , ale dostrzegłem tylko ciemne włosy mężczyzny.
- Violetta się nie dowie...- powiedział mężczyzna a ja stanąłem jak słup soli..
- To już wiem dlaczego jej przyjaciółka ma o niej opinię "kłamcy" - odziedziczyła to po tacie- pomyślałem i wkroczyłem do kuchni klaskając głośno w ręce.
- A to ci niespodzianka.... - powiedziałem - Z tego co rozumiem jest pan tatą Violetty ... widzę że w tym domu jest więcej kłamców niż przypuszczałem...
- Smarkaczu .. - syknął- Nie powiesz jej ...
- Nie nie powiem- zacząłem drwiącym tonem- Jeszcze nie... dopiero wtedy kiedy zobaczę w tym jakieś korzyści.. na razie mógłbym użyć tego tylko przeciwko sobie ponieważ na 100% byśmy się znowu ... "pochlali" . Dobranoc panu , spokojnej nocy ze świadomością że okłamuje pan własne dziecko ...
Nie powiem byłe z siebie zadowolony ....
3 dzień wakacji , do końca wakacji zostało 59 dni .
Rano szedłem na śniadanie do jadalni .
- Dzień dobry- powiedziałem dostrzegając ojca Violetty a on tylko odparł cicho : Dobry...
Zauważyłem też Violettę i już chciałem do niej podejść , ale na drodze stanęły mi trzy drobne postacie... Francesca , a obok niej , jedna ruda z długimi włosami a druga z krótkimi kręconymi włosami.
- I gdzie zasuwasz...?-spytała chłodno ta druga a ruda ja uderzyła lekko .
- Fran , gadałem z Violettą wczoraj i nic to nie dało ... - powiedziałem , a one rzuciły Francesce zdziwione spojrzenia , na co ona do nich - Dojdę...
Odeszły oglądając się na co na- Teraz się nie odzywaj do Violetty... nie wiem co chciałeś osiągnąć , ale teraz ją tylko obserwuj... dużo się dowiesz ..
- Na przykład?- spytałem zirytowany , na co ona- Na przykład dla kogo codziennie dwoi się i troi
, spróbuj.... a potem "podłóż do wzoru."
Odeszła do tamtych dwóch które patrzyły na mnie jak na swoją ofiarę , a przynajmniej ta czarna...
Kiedy tak stały w cztery , to Violetta wyglądała najniewinniej ... może i taka była . Już nic mnie nie zdziwi w tym domu..
Next now!
OdpowiedzUsuń