sobota, 31 maja 2014

Rozdział 27



1 września- rozpoczęcie roku szkolnego



Jaki ja jestem głupi! Kocham ją całym sercem, a ona... ona myśli że ją okłamałem! Raczej okłamałem Melisse żeby dała mi spokój z przeszłością. Ale teraz to już się nie liczy! Nie ma ani jej, ani Sash... Gdzie są? Co się wydarzyło tamtego wieczoru? Pamiętam tylko białe światła i pisk opon. Znajdę Cię...na pewno. 





León 
-Powiedz co pamiętasz- rzekł policjant, patrząc na mnie badawczo.
-Przecież mówiłem, że nie pamiętam nic z tamtego wieczoru. A to co wiem, już powiedziałem. 
-Komu?
-Temu drugiemu- wskazałem palcem na faceta gadającego przez komórkę. 
-W takim razie powtórz to, co powiedziałeś wcześniej. 
-Eh... nie pamiętam jak się znaleźliśmy na tamtej ulicy...kłóciliśmy się. 
-Kto tam był?
-Sasha, Melissa i ja. Jak się potem okazało Violetta i Camila też... 
-O co się pokłóciliście? - na te słowa spojrzałem na Melisse opartą o okno. Uniosła głowę, i delikatnie kiwnęła, dając mi znak że potwierdzi moje kłamstwo. 
-O drobiazg. Nie przepadamy za sobą. 
-Violetta musiała odreagować po czymś, i udała się z przyjaciółką Camilą Torres do owego parku,przy którym się spotkaliście. Czy masz coś do powiedzenia, w tej sprawie? 
-Nie, nie wiedziałem że one tam są!
-Następnie, nadjechał samochód i wszyscy zaczęli uciekać z drogi. 
-Tak. 
-Więc gdzie są Violetta i Sasha? 
-Nie wiem. Ja... ja chyba widziałem jak wsiadają do tego samochodu, a raczej są do niego wpychane...- spojrzałem na rodziców, którzy wyglądali na zawiedzionych. 
-Zostaniesz poddany badaniom psychologicznym, dzięki którym uda nam się ustalić czy owe wspomnienia są prawdziwe. 
-Nie zgadzam się!
-Owszem, zgadasz-syknął tata 
-To prawda- odezwała się Melissa- Też to widziałam, i też nie jestem tego za pewna ale...
-W takim razie oboje macie się stawić w klinice zdrowia psychicznego, we wtorek. 
Zapadła cisza. 
-No to...damy wam już spokój...porozmawiajcie- wszyscy oprócz mnie i Mel opuścili pokój. 
-IDIOTA!- wrzasnęła Melissa, na co ja- EGOISTKA!
-DEBIL!
-SNOPKA! 
-DLACZEGO NIE RATOWAŁEŚ VIOLETTY?!!!
-DLACZEGO NIE RATOWAŁAŚ SASHY?!!!!! 
-PODOBNO KOCHASZ VILU...!
-A TY PODOBNO PRZYJAŹNISZ SIĘ Z SASH...!
Zapadła cisza na parę minut. Patrzyliśmy na siebie jak na najgorszych wrogów. 
-Wołałem ją. Szukałem, ale nie znalazłem jej...
-Trzymałam Sashę za rękę, a wtedy ona mnie puściła. 
Odwróciliśmy wzrok i spytałem ponownie- Może sobie odpuścimy...na dzisiaj?
-Zgoda. Ale w moich oczach zawsze będziesz chłopakiem mojej <fałszywej> przyjaciółki, przez którego ona leży w grobie. I nigdy ci nie wybaczę. 

Wyszła z pokoju. Nagle zauważyłem że mam urwany kawałek koszuli. Czy to kolejna rzecz której nie pamiętam? 


Violetta 
Otworzyłam oczy i podniosłam się z ziemi. Zamazany obraz, w dość szybkim tempie zrobił się ostry. 
Siedziałam w małym pokoiku, a obok mnie leżała Sasha. Spała...ale czy na pewno? Sprawdziłam szybko puls- jest okey, żyjemy obie...to teraz mogę się zająć myśleniem nad tym co się wydarzyło... 

-Violetta, czekaj!
-Nie rozumiesz że nie chcę z tobą o niczym rozmawiać?- pytałam przez łzy. Byłam na niego wściekła, a za razem chciałam go przytulić. 
Nagle ze wszystkich stron dobiegł pisk opon. Poczułam jak León ciągnie mnie i Cami na bok. 
Leżeliśmy bez ruchu. León trzymał mnie za rękę, a ja go za koszulę. Po chwili poczułam jak ktoś mnie podnosi. Nie chciałam wstać-chciałam zostać z Leónem. Jednak natarczywy 'ktoś' w końcu nas rozdzielił... i dalej nie pamiętam.

Obejrzałam się cała, szukając jakichkolwiek śladów że rzeczywiście to sie wydarzyło. Wtedy zauważyłam skrawek kraciastego materiału, wystającego z rękawa mojego swetra- to kawałek koszuli Leóna. 



Tak León, jesteś głupi. Tak Melisso, jesteś egoistką.
Tak, Violetto-León Cię zranił- ale to nie znaczy że Cię nie kocha!
Owszem Sash, miałaś rację co do Anabell. 


piątek, 30 maja 2014

HEJ

Noo cześśćć.... jeśli to czytasz, to mamy nadzieję że przeczytałeś rozdział 26- ten który dzisiaj wreszcie został opublikowany.

A więc tak, mamy przyjemność przedstawić światu Lucy Missing- nowa na bloggerze. Dziewczyna pisze świetnie, i to ona po przeczytaniu naszego opowiadania nas zachęciła do blogowania. A niedawno my dokonałyśmy tego samego w stosunku do niej- dziewczyna panicznie boi się krytyki innych, chociaż pisze świetnie. Więcej informacji o niej na blogu Kai- resnaye.blogspot.com ponieważ to za jej pośrednictwem Lucy i Ola się poznały ♥

Blog Lucy Missing- hej i prosimy-zaglądnijcie do niej- tak ją troszeczkę utwierdźcie w tym że to na prawdę jest dobre!!

Rozdział 26

Violetta 

Stałyśmy z Melissą przy stole z napojami, i wymieniałyśmy się kłamstwami naszego ojca. Najlepszy temat ever.  
-Jestem w wieku Federica- powiedziała kiedy temat zszedł na jej pochodzenie-Przyszłam na świat pół roku przed nim-w marcu. Rodzice byli w trakcie sprawy rozwodowej i mama nie powiedziała Germanowi o tym że przyjdę na świat. Dowiedział się o mnie po roku. 
-Jak nazywa się twoja mama?
-Esmeralda Peres. A tak w ogóle to..kogo dom?
-Państwa Verdas. Mają taką małą córeczkę Megan i syna w moim wieku-Leóna. To jego urodziny. 
-León Verdas?!!- spytała a jej oczy pocieniały od gniewu.
-Owszem...coś nie tak?
-No bo on...
-Melissa...-podeszła do nas Sasha widocznie słysząc naszą rozmowę-Musimy porozmawiać. 
-Wiedziałaś...-Melissa wbiła w nią gniewny wzrok. 
-Co się dzieję?-León podszedł do nas, a wtedy Melissa wbiła w niego morderczy wzrok.
-To ty-jęknęła- Zabiłeś ją. 
León miał oczy jak monety-najwidoczniej coś miał w tej sprawie do powiedzenia. 
-M-melissa?-spytał i wtedy zapadła cisza. Sasha patrzyła się na nich, aż w końcu ujęła roztrzęsioną Mel pod rękę i powiedziała- Chodźcie, porozmawiamy na spokojnie. 
Ruszyli w ciszy, a ja dobiegłam do nich pytając co się dzieję. 
-Nie mieszaj się-syknął León delikatnie mnie odpychając. 
-Co? Ona oskarża...
-Może ma słuszność-odpowiedział smutno.
-Le...
-Odejdź, proszę! 
Odszedł z Sashą i Melissą. Jeszcze nigdy tak się nie czułam- po prostu bolało mnie serce. Czułam jak krwawi...przez chwilę miałam ochotę iść i się pociąć. Nawet nie wiem dlaczego...
Jeszcze nigdy mnie tak nie potraktował...czy León kogoś zabił? Te myśli mnie przytłaczały. Wszystko stało się tak dalekie chodź było tak blisko. Pośrodku parkietu, na którym wirowały tańczące pary stoję sama i śledzę jego kroki.  Tak mi wstyd...Nie wiem co mam myśleć. Czuję niechęć do siebie z powodu mojego zawahania. 
Ja go poniekąd darzyłam zaufaniem, a on mi karze się nie mieszać...
Ja go pokochałam a on chcę żebym odeszła... 
Już chyba mogę tylko płakać... tylko na to mam siłę. 

León
Wzrok Violetty był smutny i pełen rozczarowania- na zawsze go zapamiętam. Nie chciałem jej mówić... Nie chcę żeby wiedziała. Po po prostu boję się jej reakcji. Zależy mi na niej. Zamknęliśmy się w trójkę w jednym z pokoi. 
-Zabiłeś ją-jęknęła Sasha- Zabiłeś moją najlepszą przyjaciółkę! Naszą najlepszą przyjaciółkę! Sash...
-Proszę cię!-wrzasnęła na nią moja kuzynka- Anabell częściej kłamała niż oddychała!
-Co?!-spytała- Ona nigdy mnie nie okłamała. 
-Mylisz się. Kłamała cały czas. Pamiętasz Daniela Baker'a?
-Tak. Zdradzał mnie z Jessicą Parker. 
-A kto ci to powiedział?
-Anabell
-Właśnie. On cię nie zdradzał. Tylko twoja najlepsza przyjaciółka była zazdrosna... 
-Nie wierzę ci. 
-Jakby ona to powiedziała to byś uwierzyła?!! 


**** 

 Nie wiadomo jak Mel, Sash, León, Violetta i Camila całkiem przypadkowo znaleźli się na drodze przed jakimś domem.... trzy przecznice dalej od domu Verdasów. 
-Jesteś mordercą!!- krzyczała Melissa 
-Przestań się wydzierać!!-León zatkał jej ręką usta, a ta delikatnie go uszczypała...zębami.
-Ał!-krzyknął chłopak i odsunął się od dziewczyny. 
-To była największa suka, jaka znałam!-pisnęła Sasha i potrząsnęła Mel, a ta wyrywając się z jej ramion ryknęła- Co ona ci takiego zrobiła?!!
-Szantażowała mnie!
-Czym?-spytał León którego najwyraźniej zaciekawiło zdanie Sashy. Dziewczyna spojrzała na niego ze zmieszaną twarzą i powiedziała- Tobą. Cały czas się bawiła twoim uczuciami jak zabawką...ale wy byliście w nią tacy zapatrzeni... Tak bardzo...tak bardzo chciałam żeby przestała. I przestała-umarła. Chciałam tego i powiedziałam jej to-wykrzyczałam patrząc w oczy. Życzenia się spełniają. 
Reszta milczała. Nawet León nie wiedział że Anabell go TAK oszukiwała. 
-Dalej ją kocham-powiedział chłopak- Zawsze ją kochałem, i zawsze będę. To była jedna z tych, których się nie zapomina...jeszcze drugiej takiej nie poznałem.
Wtedy Violetta stojąca za drzewem z Cami opadła, jakby na te słowa miała umrzeć  niczym Odetta z Jeziora Łabędziego.  
-Violu?-spytała Cami która kucnęła przy niej. 
León słysząc słowa rudej dziewczyny odwrócił się szybko, a tam zastał Violettę która z trudem wstawała z trawy. Chciał do niej podejść, ale ona go odepchnęła. 
-Wracamy do domu- powiedziała i podtrzymała się na ramieniu Camili. 
-Violetta...-chłopak chciał z nią porozmawiac, ale ona nie dopuściła go do słowa- Żałuję że się w tobie zakochałam. Nie z powodu...wypadku. Nie żałuje dlatego że z twojego powodu ta dziewczyna nie żyję. Mówiłeś kiedyś że...że choć trochę ci na mnie zależy. Dużo mówiłeś, przypomnij sobie. Szkoda że na słowach się skończyło. 
-Vio...
-Odejdź...

Wtem poraził ich blask świateł samochodu. Pisk opon i trzaskanie drzwiami wydawało się dobiegać ze wszystkich stron. 
-Aaaa!
León próbował w tym świetle odnaleźć rękę  Violetty lub Sashy- ale nie udało się. Leżał na poboczu- rzucił się w bok słysząc auto. Uniósł głowę i tyko jedno mu się udało zapamiętać- cień Violetty i Sashy wciąganych do auta. 
-Violetta...-powtarzał-Gdzie jest Violetta...? Violetta!!! 


Hej tu Kaja- no troszeczkę zmieniłyśmy kolejność zdarzeń. Cóż...długa nas nie było a za to podziękujcie Oli która miała przepisać ten rozdział. 
A co będzie dalej?? 
W skrócie: Violetta i Sasha doeżdżają sobie nawzajem, i obwiniając jedna druga o wydarzenia. León pozostawiony z Melissą bez oparciam jakim była Sash najchętniej by ją...zabił? Nie no, zdradzimy że nie zostanie seryjnym mordercą. Francesca niespodziewanie wyjeżdża do Włoszech, a Natalia ma bardzo ciekawe informacje dotyczące...Marii Castillo.