1 września- rozpoczęcie roku szkolnego
Jaki ja jestem głupi! Kocham ją całym sercem, a ona... ona myśli że ją okłamałem! Raczej okłamałem Melisse żeby dała mi spokój z przeszłością. Ale teraz to już się nie liczy! Nie ma ani jej, ani Sash... Gdzie są? Co się wydarzyło tamtego wieczoru? Pamiętam tylko białe światła i pisk opon. Znajdę Cię...na pewno.
León
-Powiedz co pamiętasz- rzekł policjant, patrząc na mnie badawczo.
-Przecież mówiłem, że nie pamiętam nic z tamtego wieczoru. A to co wiem, już powiedziałem.
-Komu?
-Temu drugiemu- wskazałem palcem na faceta gadającego przez komórkę.
-W takim razie powtórz to, co powiedziałeś wcześniej.
-Eh... nie pamiętam jak się znaleźliśmy na tamtej ulicy...kłóciliśmy się.
-Kto tam był?
-Sasha, Melissa i ja. Jak się potem okazało Violetta i Camila też...
-O co się pokłóciliście? - na te słowa spojrzałem na Melisse opartą o okno. Uniosła głowę, i delikatnie kiwnęła, dając mi znak że potwierdzi moje kłamstwo.
-O drobiazg. Nie przepadamy za sobą.
-Violetta musiała odreagować po czymś, i udała się z przyjaciółką Camilą Torres do owego parku,przy którym się spotkaliście. Czy masz coś do powiedzenia, w tej sprawie?
-Nie, nie wiedziałem że one tam są!
-Następnie, nadjechał samochód i wszyscy zaczęli uciekać z drogi.
-Tak.
-Więc gdzie są Violetta i Sasha?
-Nie wiem. Ja... ja chyba widziałem jak wsiadają do tego samochodu, a raczej są do niego wpychane...- spojrzałem na rodziców, którzy wyglądali na zawiedzionych.
-Zostaniesz poddany badaniom psychologicznym, dzięki którym uda nam się ustalić czy owe wspomnienia są prawdziwe.
-Nie zgadzam się!
-Owszem, zgadasz-syknął tata
-To prawda- odezwała się Melissa- Też to widziałam, i też nie jestem tego za pewna ale...
-W takim razie oboje macie się stawić w klinice zdrowia psychicznego, we wtorek.
Zapadła cisza.
-No to...damy wam już spokój...porozmawiajcie- wszyscy oprócz mnie i Mel opuścili pokój.
-IDIOTA!- wrzasnęła Melissa, na co ja- EGOISTKA!
-DEBIL!
-SNOPKA!
-DLACZEGO NIE RATOWAŁEŚ VIOLETTY?!!!
-DLACZEGO NIE RATOWAŁAŚ SASHY?!!!!!
-PODOBNO KOCHASZ VILU...!
-A TY PODOBNO PRZYJAŹNISZ SIĘ Z SASH...!
Zapadła cisza na parę minut. Patrzyliśmy na siebie jak na najgorszych wrogów.
-Wołałem ją. Szukałem, ale nie znalazłem jej...
-Trzymałam Sashę za rękę, a wtedy ona mnie puściła.
Odwróciliśmy wzrok i spytałem ponownie- Może sobie odpuścimy...na dzisiaj?-Zgoda. Ale w moich oczach zawsze będziesz chłopakiem mojej <fałszywej> przyjaciółki, przez którego ona leży w grobie. I nigdy ci nie wybaczę.
Wyszła z pokoju. Nagle zauważyłem że mam urwany kawałek koszuli. Czy to kolejna rzecz której nie pamiętam?
Violetta
Otworzyłam oczy i podniosłam się z ziemi. Zamazany obraz, w dość szybkim tempie zrobił się ostry.
Siedziałam w małym pokoiku, a obok mnie leżała Sasha. Spała...ale czy na pewno? Sprawdziłam szybko puls- jest okey, żyjemy obie...to teraz mogę się zająć myśleniem nad tym co się wydarzyło... -Violetta, czekaj!
-Nie rozumiesz że nie chcę z tobą o niczym rozmawiać?- pytałam przez łzy. Byłam na niego wściekła, a za razem chciałam go przytulić.
Nagle ze wszystkich stron dobiegł pisk opon. Poczułam jak León ciągnie mnie i Cami na bok.
Leżeliśmy bez ruchu. León trzymał mnie za rękę, a ja go za koszulę. Po chwili poczułam jak ktoś mnie podnosi. Nie chciałam wstać-chciałam zostać z Leónem. Jednak natarczywy 'ktoś' w końcu nas rozdzielił... i dalej nie pamiętam.
Obejrzałam się cała, szukając jakichkolwiek śladów że rzeczywiście to sie wydarzyło. Wtedy zauważyłam skrawek kraciastego materiału, wystającego z rękawa mojego swetra- to kawałek koszuli Leóna.
Tak León, jesteś głupi. Tak Melisso, jesteś egoistką.
Tak, Violetto-León Cię zranił- ale to nie znaczy że Cię nie kocha!
Owszem Sash, miałaś rację co do Anabell.
Tak, Violetto-León Cię zranił- ale to nie znaczy że Cię nie kocha!
Owszem Sash, miałaś rację co do Anabell.
