Takie małe zmiany w treści:
*Federico jeszcze nie poznał Ludmiły- od tej drugiej strony
Teraz na kilka (naście) rozdziałów powróci wszystko do normy. Nazbierało się dużo nier wyjaśnionych spraw i trzeba to rozprostować.
CMOK!
-I jak się czujesz?
-Dobrze. Tylko trochę się potłukłam...
-Uf..kamień z serca.
-Słuchaj...bo mi się przypomniało.
-Kto je porwał?
-To były dwie dziewczyny- ciężko mi określić ich wiek, ale jedna miała okulary, a druga czerwony płaszcz.
___
Violetta
-Boże...dlaczego?! Dlaczego tam przylazłaś?!
-Czy mogłabyś się łaskawie przestać na mnie wydzierać? To że masz na nazwisko Verdas nie oznacza, że wolno ci mną pomiatać!
-Skoroś taka mądra to wyciągnij nas stąd!
-A żebyś wiedziała!
Podeszłam do szafy i zajrzałam do niej- leży tam grabie. Ściany wydawały się byś nie trwałe i takie...badziewskie. Zamachnęłam się z całych sił i wybiłam dziurę w tym pseudo murze. Wyleciałyśmy z Sashą przez nią na trawnik i jęknęłyśmy:
-To domek ogrodnika...
Cały czas byłyśmy na posesji Verdasów!!!
Cztery dni później...:
Nadal nie wiemy kto był autorem tego kiepskiego żartu z tym całym porwaniem. Cóż...powinien się wstydzić. W końcu stało się dużo złych rzeczy. Katina leżała w szpitalu- na całe szczęście nic wiele jej się nie stało i już jest w domu.
W szkole trwały remonty i wszyscy szli do szkoły o tydzień później. Nawet lepiej...
Z Leónem nie rozmawiałam od tamtej nocy.
***
Razem z Fran, Cami, Nat i Mel zeszłyśmy na obiad. Dzisiaj była zupa pomidorowa i spaghetti.
Nie wracałysmy do ostatnich wydarzeń: Resto i obie Torres to moje przyjaciółki, a Melissa to moja siostra i nikt nie może tego podważyć.
-Podano do stołu!-zawołał Federico. Tego dnia na zapleczu było miło jak nigdy. Fede bawił się w kelnera,m nawet Maxi przyszedł do nas na obiad. Jak za starych dobrych czasów, przyjaciele w komplecie, zawsze razem.
_
-Violu- tata wychylił się przez drzwi od kuchni:
- Ktoś chce z tobą rozmawiać.
Odeszłam od stołu i założę się że Federico już zajął moje miejsce. Na zewnątrz czekał na mnie...León.
-Hej- szepnął
-Cześć
-Możemy porozmawiać?
-Czemu by nie..
Wyszliśmy do ogrodu i spacerowaliśmy kamienistą ścieżką.
-O czym chciałeś rozmawiać?
-Violu, ja wiem że nieźle nagadałem wtedy na tej drodze, ale...
-Okłamałeś mnie León...Okrutnie okłamałeś. Czułam się...jak wtedy. W dzień, w który mnie pocieszałeś po rozstaniu z Tomasem a potem powiedziałeś że ani ja, ani mój los, moje życie- nic nie znaczą dla ciebie. Że nie istnieje.
-No właśnie dokładnie taka sama sytuacja! Wtedy chciałem uciec od wywodów Ludmiły, a tym razem od twojej siostry! Tylko dlatego tak powiedziałem!
-Czyli okłamałeś Melisse...Poza tym wiesz jak nazywa się ktoś kto ciągle ucieka?
-Wiem, ale...
-Na razie daj mi spokój...
-Wybaczysz mi kiedyś?
-Już ci wybaczyłam...Ale to nic nie znaczy.
-Zacznijmy od początku..!
-Od początku? Zgoda! Hej mam na imię Violetta, mieszkam w twoim domu i opiekuję się twoja siostrą!
Po tych słowach odbiegłam. Nie było tak źle...i chyba mi sie udało- jestem niezależna i samowystarczalna! Mam tylko nadzieję że León zrozumiał czym zawinił i że...będzie między nami nie długo dobrze. Tak jak dawniej.
Rozdział jest krótki i mało się wyjaśnia. W zasadzie ta głośna sprawa zakończyła sie bardzo cicho- i tak miało być. Wkrótce jednak coś znowu się wydarzy, ale na razie nasza para musi odbudować relacje...
