niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 29

Hej!
Takie małe zmiany w treści: 
*Federico jeszcze nie poznał Ludmiły- od tej drugiej strony 
Teraz na kilka (naście) rozdziałów powróci wszystko do normy. Nazbierało się dużo nier wyjaśnionych spraw i trzeba to rozprostować. 
CMOK!






-I jak się czujesz?
-Dobrze. Tylko trochę się potłukłam...
-Uf..kamień z serca. 
-Słuchaj...bo mi się przypomniało. 
-Kto je porwał?
-To były dwie dziewczyny- ciężko mi określić ich wiek, ale jedna miała okulary, a druga czerwony płaszcz. 
___

Violetta 

-Boże...dlaczego?! Dlaczego tam przylazłaś?!
-Czy mogłabyś się łaskawie przestać na mnie wydzierać? To że masz na nazwisko Verdas nie oznacza, że wolno ci mną pomiatać!
-Skoroś taka mądra to wyciągnij nas stąd!
-A żebyś wiedziała!
Podeszłam do szafy i zajrzałam do niej- leży tam grabie. Ściany wydawały się byś nie trwałe i takie...badziewskie. Zamachnęłam się z całych sił i wybiłam dziurę w tym pseudo murze. Wyleciałyśmy z Sashą przez nią na trawnik i jęknęłyśmy:
-To domek ogrodnika...
Cały czas byłyśmy na posesji Verdasów!!!

Cztery dni później...:

Nadal nie wiemy kto był autorem  tego kiepskiego żartu z tym całym porwaniem. Cóż...powinien się wstydzić. W końcu stało się dużo złych rzeczy. Katina leżała w szpitalu- na całe szczęście nic wiele jej się nie stało i już jest w domu. 
W szkole trwały remonty i wszyscy szli do szkoły o tydzień później. Nawet lepiej... 
Z Leónem nie rozmawiałam od tamtej nocy.
***
Razem z Fran, Cami, Nat i Mel zeszłyśmy na obiad. Dzisiaj była zupa pomidorowa i spaghetti. 
Nie wracałysmy do ostatnich wydarzeń: Resto i obie Torres to moje przyjaciółki, a Melissa to moja siostra i nikt nie może tego podważyć. 
-Podano do stołu!-zawołał Federico. Tego dnia na zapleczu było miło jak nigdy. Fede bawił się w kelnera,m nawet Maxi przyszedł do nas na obiad. Jak za starych dobrych czasów, przyjaciele w komplecie, zawsze razem. 
_
-Violu- tata wychylił się przez drzwi od kuchni:
- Ktoś chce z tobą rozmawiać. 
Odeszłam od stołu i założę się że Federico już zajął moje miejsce. Na zewnątrz czekał na mnie...León. 
-Hej- szepnął
-Cześć
-Możemy porozmawiać?
-Czemu by nie..
Wyszliśmy do ogrodu i spacerowaliśmy kamienistą ścieżką. 
-O czym chciałeś rozmawiać?
-Violu, ja wiem że nieźle nagadałem wtedy na tej drodze, ale...
-Okłamałeś mnie León...Okrutnie okłamałeś. Czułam się...jak wtedy. W dzień, w który mnie pocieszałeś po rozstaniu z Tomasem a potem powiedziałeś że ani ja, ani mój los, moje życie- nic nie znaczą dla ciebie. Że nie istnieje. 
-No właśnie dokładnie taka sama sytuacja! Wtedy chciałem uciec od wywodów Ludmiły, a tym razem od twojej siostry! Tylko dlatego tak powiedziałem!
-Czyli okłamałeś Melisse...Poza tym wiesz jak nazywa się ktoś kto ciągle ucieka?
-Wiem, ale... 
-Na razie daj mi spokój...
-Wybaczysz mi kiedyś?
-Już ci wybaczyłam...Ale to nic nie znaczy. 
-Zacznijmy od początku..!
-Od początku? Zgoda! Hej mam na imię Violetta, mieszkam w twoim domu i opiekuję się twoja siostrą! 
Po tych słowach odbiegłam. Nie było tak źle...i chyba mi sie udało- jestem niezależna i samowystarczalna! Mam tylko nadzieję że León zrozumiał czym zawinił i że...będzie między nami nie długo dobrze. Tak jak dawniej. 


Rozdział jest krótki i mało się wyjaśnia. W zasadzie ta głośna sprawa zakończyła sie bardzo cicho- i tak miało być. Wkrótce jednak coś znowu się wydarzy, ale na razie nasza para musi odbudować relacje...


wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 28

W sytuacji, kiedy zmysły i pamięć cię zawodzą, nie wiesz co zrobić. Najczęściej siedzisz i czekasz. Ale jak tu czekać, kiedy od twojego wspomnienia zależy przyszłość ważnej dla ciebie osoby? Czuję się jak Atlas- całe niebo na moich barkach.. 


León 

Siedziałem razem z Mel na korytarzu w klinice zdrowia psychicznego. Czekaliśmy na badania. Nie ukrywam że trochę się bałem... skąd miałem wiedzieć co chcą mi zrobić? Dodadzą mi coś do herbaty? Przykują do krzesła i podepną kable do mózgu?
-León Verdas i Melissa Castillo- zawołała pielęgniarka wychylająca się z jednej ze sal. 
-Gotowy?- spytała dziewczyna obok mnie na co ja- Nie.
-Nie przejmuj się, ja też nie... 

Czułem się nieswojo z tym że jest dla mnie miła. Powinna mnie nienawidzić dalej- to mi obiecała. 
-Musimy je znaleźć León-powiedziała przed wejściem do sali- Jeżeli to, że dam się uśpić jak pies, pozwoli uratować Sashe i Viole to ja się na to piszę. 
-Stoję po twojej stronie- powiedziałem i uniosłem kąciki ust- To dla nich...
-Dla nich...
Równo wkroczyliśmy do sali. Odważni i gotowi na wszystko. 
Jednak widok mnie rozczarował- żadnych elektrycznych krzeseł, kabli, kroplówek...tylko dwa antyczne łóżka i biurko po środku. 
-Witam- przy tym biurku siedziała kobieta około 50- tki w okularach i niedługich włosach. 
-Dzień dobry- wydukała Mel. Mi nie starczyło siły na to, żeby się przywitać. 
-Usiądźcie na łóżkach. 
Melissa szybko zajęła łóżko pod oknem, pokryte jasnym, niebieskim jedwabiem. Cóż, mi zostało zacienione miejsce pod ścianą wyłożone ciemnożółtym jedwabiem. 
-Powiedzcie mi co pamiętacie- odpowiedziała kobieta za biurkiem. Na plakietce przypiętej do jej kaszmirowego swetra, wyraźnie wyryte zostało jej nazwisko- dr. Isabella O'Connor 
-No więc- Melissa poruszyła się niespokojnie- Przekrzykiwaliśmy się... Viola i Cami znikąd pojawiły się za drzewem. Violi było przykro z powodu kłótni o...
-Melissa, to jest moja sprawa- przerwałem jej. 
-Młodzieńcze nie musisz się martwić, że doniosę rodzicom lub glinom. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska i w takich chwilach powołuję się na klauzulę sumienia. Melisso, kontynuuj...
-Proszę pani, ja tak na prawdę to nie wiem. Jestem tu od wczoraj, a León i Violetta znają się dłużej. 
Ale  &*#@!  nawet w takiej sytuacji na mnie zwala!!! 
-Leónie...- powiedziała dr. O'Connor 
-Ja i Violetta przyjaźniliśmy się do tamtego wieczoru. Nie ukrywam- sprawiłem jej niesamowitą przykrość, z jasnych powodów- rzuciłem Melissie wrogie spojrzenie. 
-Jakich powodów?
-Gdyby Mel nie usiłowałaby obwiniać mnie o wszystko co wydarzyło się w jej życiu to bym nie skłamał. Nie skłamałbym że kocham Anabell. To była jedna wielka pomyłka, która mnie teraz prześladuje w twojej postaci. 
-Już chyba wiem gdzie leży problem- powiedziała terapeutka- Musicie oboje doprowadzić się do stanu uśpienia. Uśpienia nienawiści, jaką się darzycie. Melisso powiedz co pamiętasz z chwili kiedy zeszliście z drogi?
-Tylko tyle że pchnęłam Sashę na bok i trzymałam ją za rękę, ale ona później ją puściła i to tyle jeśli o nią chodzi. Wiem że ktoś wpakował ją do samochodu. 
-To była Violetta!- wrzasnąłem- To ją wtedy na wpół przytomną wkładali do tego auta!
-Jasne...a masz dowody? Może Viola po prostu od ciebie zwiała? 
-Ode mnie? To ty nazwałaś swoją przyjaciółkę kłamczuchą! To ty jej nie wierzyłaś! 
-Spokojnie! Mamy niezgodność we wspomnieniach. Oboje widzieliście samochód i dziewczynę do niego wsiadającą. Nie wiecie tylko która to była. 
-Miała krótkie włosy, czyli Violetta!
-Sash miała związane, to mógł być jej kucyk! Ja się tylko o nią martwię!
-O kogo? O siostrę czy przyjaciółkę, której zadałaś więcej ran, niż Anabell cię okłamała! Ja martwię się bardziej oto co one sobie zrobią!
-Sobie?
-Nie wiesz? Violetta i Sasha się nie znoszą! 
-Dobra, teraz się połóżcie... myślę że drążymy nie we właściwej kopalni- terapeutka wstała zza biurka. 
-Wprowadzę was w stan hibernacji na czas 10 minut. Powinniście sobie wszystko przypomnieć...
___
Po 10 minutach się obudziłem, ale nie...nic sobie nie przypomniałem! Byłem tylko pewny że to Violetta była wtedy wpychana do auta.


Melissa 

Otworzyłam oczy- nic sobie nowego nie przypomniałam! 
Po 90 minutach opuściliśmy gabinet i każdy poszedł w swoją stronę. Kiedy byłam koło windy poczułam pulsujący ból głowy i wtedy to się stało. Pamiętam!!! Pamiętam wszystko! 
Wycofałam się z windy i pobiegłam za Leónem który poszedł schodami. 
-León! Leeeón!!!- zawołałam i wychyliłam się przez barierkę. 
Nagle poczułam mocne pchnięcie i świat zawirował.





Przepraszamy Mel- wiedziałaś za dużo.
Każdy ma coś na sumieniu, ale...
Nie tobie jest dane rozpowiadać nasze grzechy. 
A już na pewno nie o tej nocy, którą wyjęłyśmy wam z pamięci...