León
Siedziałem razem z Mel na korytarzu w klinice zdrowia psychicznego. Czekaliśmy na badania. Nie ukrywam że trochę się bałem... skąd miałem wiedzieć co chcą mi zrobić? Dodadzą mi coś do herbaty? Przykują do krzesła i podepną kable do mózgu?
-León Verdas i Melissa Castillo- zawołała pielęgniarka wychylająca się z jednej ze sal.
-Gotowy?- spytała dziewczyna obok mnie na co ja- Nie.
-Nie przejmuj się, ja też nie...
Czułem się nieswojo z tym że jest dla mnie miła. Powinna mnie nienawidzić dalej- to mi obiecała.
-Musimy je znaleźć León-powiedziała przed wejściem do sali- Jeżeli to, że dam się uśpić jak pies, pozwoli uratować Sashe i Viole to ja się na to piszę.
-Stoję po twojej stronie- powiedziałem i uniosłem kąciki ust- To dla nich...
-Dla nich...
Równo wkroczyliśmy do sali. Odważni i gotowi na wszystko.
Jednak widok mnie rozczarował- żadnych elektrycznych krzeseł, kabli, kroplówek...tylko dwa antyczne łóżka i biurko po środku.
-Witam- przy tym biurku siedziała kobieta około 50- tki w okularach i niedługich włosach.
-Dzień dobry- wydukała Mel. Mi nie starczyło siły na to, żeby się przywitać.
-Usiądźcie na łóżkach.
Melissa szybko zajęła łóżko pod oknem, pokryte jasnym, niebieskim jedwabiem. Cóż, mi zostało zacienione miejsce pod ścianą wyłożone ciemnożółtym jedwabiem.
-Powiedzcie mi co pamiętacie- odpowiedziała kobieta za biurkiem. Na plakietce przypiętej do jej kaszmirowego swetra, wyraźnie wyryte zostało jej nazwisko- dr. Isabella O'Connor
-No więc- Melissa poruszyła się niespokojnie- Przekrzykiwaliśmy się... Viola i Cami znikąd pojawiły się za drzewem. Violi było przykro z powodu kłótni o...-Melissa, to jest moja sprawa- przerwałem jej.
-Młodzieńcze nie musisz się martwić, że doniosę rodzicom lub glinom. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska i w takich chwilach powołuję się na klauzulę sumienia. Melisso, kontynuuj...
-Proszę pani, ja tak na prawdę to nie wiem. Jestem tu od wczoraj, a León i Violetta znają się dłużej.
Ale &*#@! nawet w takiej sytuacji na mnie zwala!!!
-Leónie...- powiedziała dr. O'Connor
-Ja i Violetta przyjaźniliśmy się do tamtego wieczoru. Nie ukrywam- sprawiłem jej niesamowitą przykrość, z jasnych powodów- rzuciłem Melissie wrogie spojrzenie.
-Jakich powodów?
-Gdyby Mel nie usiłowałaby obwiniać mnie o wszystko co wydarzyło się w jej życiu to bym nie skłamał. Nie skłamałbym że kocham Anabell. To była jedna wielka pomyłka, która mnie teraz prześladuje w twojej postaci.
-Już chyba wiem gdzie leży problem- powiedziała terapeutka- Musicie oboje doprowadzić się do stanu uśpienia. Uśpienia nienawiści, jaką się darzycie. Melisso powiedz co pamiętasz z chwili kiedy zeszliście z drogi?
-Tylko tyle że pchnęłam Sashę na bok i trzymałam ją za rękę, ale ona później ją puściła i to tyle jeśli o nią chodzi. Wiem że ktoś wpakował ją do samochodu.
-To była Violetta!- wrzasnąłem- To ją wtedy na wpół przytomną wkładali do tego auta!
-Jasne...a masz dowody? Może Viola po prostu od ciebie zwiała?
-Ode mnie? To ty nazwałaś swoją przyjaciółkę kłamczuchą! To ty jej nie wierzyłaś!
-Spokojnie! Mamy niezgodność we wspomnieniach. Oboje widzieliście samochód i dziewczynę do niego wsiadającą. Nie wiecie tylko która to była.
-Miała krótkie włosy, czyli Violetta!
-Sash miała związane, to mógł być jej kucyk! Ja się tylko o nią martwię!
-O kogo? O siostrę czy przyjaciółkę, której zadałaś więcej ran, niż Anabell cię okłamała! Ja martwię się bardziej oto co one sobie zrobią!
-Sobie?
-Nie wiesz? Violetta i Sasha się nie znoszą!
-Dobra, teraz się połóżcie... myślę że drążymy nie we właściwej kopalni- terapeutka wstała zza biurka.
-Wprowadzę was w stan hibernacji na czas 10 minut. Powinniście sobie wszystko przypomnieć...
___
Po 10 minutach się obudziłem, ale nie...nic sobie nie przypomniałem! Byłem tylko pewny że to Violetta była wtedy wpychana do auta.
Melissa
Otworzyłam oczy- nic sobie nowego nie przypomniałam!
Po 90 minutach opuściliśmy gabinet i każdy poszedł w swoją stronę. Kiedy byłam koło windy poczułam pulsujący ból głowy i wtedy to się stało. Pamiętam!!! Pamiętam wszystko!
Wycofałam się z windy i pobiegłam za Leónem który poszedł schodami.
-León! Leeeón!!!- zawołałam i wychyliłam się przez barierkę.
Nagle poczułam mocne pchnięcie i świat zawirował.
Przepraszamy Mel- wiedziałaś za dużo.
Każdy ma coś na sumieniu, ale...
Nie tobie jest dane rozpowiadać nasze grzechy.
A już na pewno nie o tej nocy, którą wyjęłyśmy wam z pamięci...
superowy rozdział
OdpowiedzUsuńBoski <3
OdpowiedzUsuń