Ostatni dzień wakacji
León
-Synku...- usłyszałem nad sobą głos mamy i śmiech Megan.
Otworzyłem leniwie oczy i usiadłem na łóżku.
-Coś się stało?
- Wszystkiego najlepszego!!
-CO?!
-Zapomniałeś? Dzisiaj masz pełne 16 lat!!
Natychmiast się ocknąłem. To już dzisiaj? Dzisiaj?
-Ubierz się i zejdź na śniadanie- mama ucałowała mnie w czoło i wyszła, ale Megan się nie spieszyło.
-Wstawaj!!- wrzasnęła i skoczyła na mnie- Chodź już na dół!!
-Ale po co? Dzień jak co dzień...
-Tata przyjechał specjalnie z Singapuru- powiedziała poważny tonem.
-Eh..- westchnąłem- Co tam jeszcze jest?
-Babcia, dziadek, ciocia....
-Super- znowu opadłem na łóżko. Cali rodzice, a raczej cała mama- urodziny czyli klasyczny dzień gdzie zjeżdża się cała rodzina i wszyscy wzorowo siedzą przy stole.
Zatęskniłem za czasami kiedy mieszkałem w Chicago-z ciocią Kate, wujkiem Flavio i tatą, który spędzał z nami bardzo dużo czasu- miał tam wtedy nowo założoną firmę i wszystko chciał mieć pod stałą kontrolą. Tata ma firmę motoryzacyjną, i to on mnie zaraził torem.
Ale wracając... mama i Meg przysyłały mi kartki, co mi w zupełności wystarczało. Ciocia tego dnia, zawsze robiła mi naleśniki, a potem szedłem z tatą, na tor i tam czekały mnie rozrywki.
Już miałem dość, dzisiejszego dnia.
Ubrałem się i zszedłem monotonnie na dół.
***
-Niespodzianka!!- zza mebli wyskoczyli członkowie rodziny, i moi mali kuzyni którzy zaczęli krzyczeć.
Impreza tak z samego rana?- typowe dla mamy.
-Juhu!!- jęknąłem i podniosłem lekko ręce.
Wszyscy dali mi prezenty, zaśpiewali sto lat i zajęli się sobą. Szkoda tylko że jeszcze nie było 11.00
Wyjrzałem na ogród- Federico w garniturze układał przystawki przy stoliku na wolnym powietrzu, a zaraz po tym z ogromnego białego namiotu wyszły Naty i Cami ubrane w identyczne białe sukienki, a po nich Fran i Violetta których ubrania wyglądały nieco inaczej. Włoszka miała również biała sukienkę, mniej więcej za kolana; zaś Viola również takiej długości koronkową sukienkę.
Modliłem się żebym mógł do nich wyjść, jednak, dopiero około 14.00- na obiad.
Ta impreza to dno w mojej opinii- ale reszta bawiła się doskonale.
-Nie psuj sobie humoru, bo teraz zjechała się tylko najbliższa rodzina, a reszta gości będzie na osiemnastą.
Szczęka mi opadła. Chciałem iść na tor i zaszyć się gdzieś... (najlepiej z Violettą ;3)
To tylko wstęp do tego przyjęcia. Tak, dobrze myślicie. Czas na Melissę.
Jak myślicie dlaczego na szyldzie bloga, nad cytatem jest naszyjnik z 3 częściami? Kogo to symbolizuję?
super rozdział kiedy nastepny rozdział???
OdpowiedzUsuńsuperowy rozdział jenym słowem cudowny
OdpowiedzUsuńJa z waszymi tajemnicami oszaleje kiedyś! Boski <3
OdpowiedzUsuńKiedy next?????<3
OdpowiedzUsuńNext
OdpowiedzUsuń