sobota, 29 marca 2014

Rozdział 25 cz.1

Ostatni dzień wakacji

León 
-Synku...- usłyszałem nad sobą głos mamy i śmiech Megan. 
Otworzyłem leniwie oczy i usiadłem na łóżku. 
-Coś się stało?
- Wszystkiego najlepszego!!
-CO?!
-Zapomniałeś? Dzisiaj masz pełne 16 lat!!
Natychmiast się ocknąłem. To już dzisiaj? Dzisiaj? 
-Ubierz się i zejdź na śniadanie- mama ucałowała mnie w czoło i wyszła, ale Megan się nie spieszyło. 
-Wstawaj!!- wrzasnęła i skoczyła na mnie- Chodź już na dół!! 
-Ale po co? Dzień jak co dzień...
-Tata przyjechał specjalnie z Singapuru- powiedziała poważny tonem. 
-Eh..- westchnąłem- Co tam jeszcze jest?
-Babcia, dziadek, ciocia.... 
-Super- znowu opadłem na łóżko. Cali rodzice, a raczej cała mama- urodziny czyli klasyczny dzień gdzie zjeżdża się cała rodzina i wszyscy wzorowo siedzą przy stole. 
Zatęskniłem za czasami kiedy mieszkałem w Chicago-z  ciocią Kate, wujkiem Flavio i tatą, który spędzał z nami bardzo dużo czasu- miał tam wtedy nowo założoną firmę i wszystko chciał mieć pod stałą kontrolą. Tata ma firmę motoryzacyjną, i to on mnie zaraził torem. 
Ale wracając... mama i Meg przysyłały mi kartki, co mi w zupełności wystarczało. Ciocia tego dnia, zawsze robiła mi naleśniki, a potem szedłem z tatą, na tor i tam czekały mnie rozrywki. 
Już miałem dość, dzisiejszego dnia. 
Ubrałem się i zszedłem monotonnie na dół. 
***
-Niespodzianka!!- zza mebli wyskoczyli członkowie rodziny, i moi mali kuzyni którzy zaczęli krzyczeć. 
Impreza tak z samego rana?- typowe dla mamy. 
-Juhu!!- jęknąłem i podniosłem lekko ręce. 
Wszyscy dali mi prezenty, zaśpiewali sto lat i zajęli się sobą. Szkoda tylko że jeszcze nie było 11.00
Wyjrzałem na ogród- Federico w garniturze układał przystawki przy stoliku na wolnym powietrzu, a zaraz po tym z ogromnego białego namiotu wyszły Naty i Cami ubrane w identyczne białe sukienki, a po nich Fran i Violetta których ubrania wyglądały nieco inaczej. Włoszka miała również biała  sukienkę, mniej więcej za kolana; zaś Viola również takiej długości koronkową sukienkę
Modliłem się żebym mógł do nich wyjść, jednak, dopiero około 14.00- na obiad. 
Ta impreza to dno w mojej opinii- ale reszta bawiła się doskonale. 
-Nie psuj sobie humoru, bo teraz zjechała się tylko najbliższa rodzina, a reszta gości będzie na osiemnastą. 
Szczęka mi opadła. Chciałem iść na tor i zaszyć się gdzieś... (najlepiej z Violettą ;3)



To tylko wstęp do tego przyjęcia. Tak, dobrze myślicie.  Czas na Melissę. 
Jak myślicie dlaczego na szyldzie bloga, nad cytatem jest naszyjnik z 3 częściami? Kogo to symbolizuję?  

5 komentarzy:

  1. super rozdział kiedy nastepny rozdział???

    OdpowiedzUsuń
  2. superowy rozdział jenym słowem cudowny

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z waszymi tajemnicami oszaleje kiedyś! Boski <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy next?????<3

    OdpowiedzUsuń

Właścicielki bloga mają nadzieję że ten post Ci się podobał - opinię podaj w komentarzu - nie ważne czy negatywną czy pozytywną , bo każda jest ważna!!